poniedziałek, 17 lutego 2014

Rozdział 7



Serce nienormalnie mi przyśpiesza i czuje żar, który powstał od razu, gdy zetknęliśmy się ustami. Chłopak całuje łapczywie jakby chciał mnie zjeść, a ja się temu poddaje nie myśląc co będzie później. Teraz w mojej głowie tylko siedzi Nathan i nie mam pojęcia co się ze mną dzieje.
Jestem w nie małym szoku gdy dociera do mnie to co właśnie się dzieje. Usta Nathana pokrywają się z moimi, a mi się to nawet podoba…
Ale już po chwili wraca mi rozsądek i odrywam się od chłopaka odchodząc parę kroków.
Próbuje unormować oddech, co staje się trudne.
Chłopak cicho śmieje się z mojej reakcji.
-Chodź i dokończ to co zaczęłaś- chłopak wyciąga rękę z ręcznikiem w moją stronę. Niepewnie zabieram materiał i podchodzę z powrotem do chłopaka.
Delikatnie przyciskam ręcznik do krwawiącej rany na skroni, ale  nie tracę kontaktu  wzrokowego  z chłopakiem.
-No więc jeszcze raz dziękuje- uśmiecham się słabo.
-Już mi podziękowałaś- szatański uśmieszek.
-Tak- rumienię się.
-Oh Rosie.. Słodko się rumienisz- szepcze mi do ucha.
-Nie mów na mnie Rosie- protestuje na co chłopak tylko się śmieje.
-Dobrze Rosie- przedrzeźnia mnie. W odpowiedzi tylko wzdycham i przyciskam mocniej ręcznik do jego czoła, przez co cicho syczy
-Oh, zabolało? Przepraszam- uśmiechem się.
-Jesteś wkurzająca, wiesz?- pyta
-Takie hobby- odpowiadam.
Nie wiem dlaczego tak szybko wyluzowałam się przy nim. Rozmawiamy jakbyśmy znali się całe życie a nie tydzień.
-Jesteś całkiem fajna- zaczyna chłopak- jak śpisz- dopowiada
-Ty też- namaczam znów ręcznik i przykładam do ran.
Chłopak oplata moją talie prawą ręką przyciągając do siebie. Znów nie mogę oderwać wzroku od jego pięknych oczu.
Mój oddech przyśpiesza.
-Teraz chyba ja muszę ci podziękować, co nie?- podnosi swoją brew. Przełykam głośno ślinę, co śmieszy chłopaka.
Nie wiem co mam myśleć, czy on chce mnie znowu pocałować? I dlaczego tak na to wszystko reaguje? Dlaczego, gdy tylko czuje jego dotyk dostaje gęsiej skórki?
Gdy malinowe usta szatyna zbliżają się ku moim, mój oddech przyśpiesza.
-Nathan, wytłumaczysz mi co się do cholery jasnej stało?!- do łazienki wchodzi zdenerwowana Monic, która, gdy nas widzi otwiera szeroko usta.
Nathan w jednej chwili mnie puszcza, a ja odskakuje od niego jak oparzona. Policzki przybierają różową barwę, a serce przyśpiesza. Nie wiem czy dlatego, że prawie znów się pocałowaliśmy, czy dlatego, że zostaliśmy przyłapani.
Nie mam odwagi spojrzeć na brunetkę, dlatego wzrok wlepiam w podłogę.
-Nic się nie stało, pobiliśmy tylko paru kolesi- odpowiada Nathan po czym wychodzi.
Postanawiam iść w jego ślady i również opuszczam łazienkę zostawiając wstrząśniętą brunetkę samą.
Chłopak znika mi z oczu, więc ja postanawiam ukryć się w moim pokoju. Chyba już mogę go tak nazywać, chociaż dalej nie wiem co się ze mną stanie.
Rozkładam się plackiem na łóżku i patrzę w sufit.
Mimo tego, że odpycham od siebie myśli, to i tak Nathan krąży w mojej głowie. Dlaczego mnie pocałował, przecież mną gardzi? Dlaczego  chciał zrobić to znowu? Skąd ten żar w jego oczach i skąd ten ogień gdy tylko zetknęliśmy się ustami? Skąd to wszystko?
Nawet nie zauważam, gdy już nie jestem sama w pokoju. Przy łóżku stoi brunetka z założonymi na piersiach rękoma.
-Możemy porozmawiać?- pyta dziewczyna. Podnoszę się do pozycji siedzącej i robie jej miejsce obok mnie.
-Jasne- mówię nieśmiało.
-Otóż na początek- zaczyna- co to do cholery było?- pyta
-Ale o co chodzi?- odpowiadam na pytanie pytaniem
-Ty już dobrze wiesz- mówi surowiej- to w łazience, jak weszłam- dopowiada.
-Czyściłam rany Nathan’owi- odpowiadam automatycznie.
-Nie wyglądało- szepcze dziewczyna
-Do dobrze. Pocałował mnie, okej? – mówię
-Naprawdę?- dziewczyna jest w szoku, w sumie to się jej nie dziwię- jak to się stało?- pyta
-Gdy przyszli cali zakrwawieni domyśliłam się kogo pobili. Tego faceta, który się wczoraj do mnie dobierał. Poszłam do łazienki mu podziękować i przemywałam mu rany, ale zażądał godnego podziękowania i nastawił policzek, w który go cmoknęłam. Ale momentalnie pochwycił mój podbródek i wpił się w moje usta- mówię szybko- później on chciał mi podziękować za przemyte rany i wtedy weszłaś ty- dodaje.
-To zupełnie do niego nie podobne- wzdycha dziewczyna- musisz się trzymać od niego daleka- mówi.
-Czemu?
-Nathan nie umawia się na randki. Z nikim się nie spotyka, chyba, że na jedną noc. Nie raz widziałam sytuacje w których łamał, dosłownie łamał serca dziewczynom. Dla niego liczy się tylko zabawa, a te biedne dziewczyny wmawiały sobie, że go zmienią. Że będzie chciał z nimi być, ale Nathan nie jest zdolny do kochania. Przez to jest taki dobry w tym co robi. Targa nim nienawiść do życia, i nie umie współczuć, dlatego potrafi patrzeć oczy  swojej ofierze i bez wahania skręcić jej kark.
Słowa dziewczyny powoli do mnie docierają i wywołują dreszcze. Nie rozumiem dlaczego mi to mówi. Przecież… zaraz czy ona myśli, że mogłabym coś do Nathana poczuć… No proszę. Nigdy.
-Czekaj, czy ty myślisz, że ja coś do niego czuje, lub mogłabym czuć?- pytam
-Nie, ale ostrzegam cię na przyszłość.
-Ale przecież i tak nie zostanę tu długo.  Max obiecał, że załatwi pieniądze, a jak tego nie zrobi to i tak nie będę tu nikomu potrzebna. I mogłybyśmy zmienić temat, proszę?
-Jasne, to o czym chcesz porozmawiać?- pyta dziewczyna.
-No nie wiem, co wymyśliłaś na kolacje?
Brunetka śmieje się.
-Może twoja pyszna zapiekanka?- pyta
-Czemu nie- oddaje jej uśmiech.
-To chodźmy, bo chłopacy zaraz będą głodni.
-Chyba już są- wskazuje na Willa, który  stoi w drzwiach.
-Czego?- śmieje się brunetka
-Rose ma racje. Tak jakby burczy mi w brzuszku- robi smutną minką na co ja  śmieje sie głośniej.- Nath, chyba też- dopowiada wyciągając chłopaka zza ściany.
-A może sami byście coś zrobili- proponuje na co zostaje obdarzona wściekłym spojrzeniem Monic
-Nie! Mi się ten dom podoba, nie chce go zmieniać tylko dlatego, że te bałwany nie potrafią gotować- mówi szybko dziewczyna.
-Ostatnio nie było tak źle- staje w obronie Will.
-Jak to nie? Pół kuchni mi spaliliście- burczy dziewczyna na co zaczynam się głośno śmiać.
-Nie wszyscy mają taki talent jak wy- kontynuuje szatyn.
***
Jedziemy całą czwórką samochodem do Londynu. Nie wiem po co bo nikt mi nie chce powiedzieć, znaczy Monic też nie wie, więc to jest podejrzane.
We mnie pojawia się iskierka nadziei, może Max zdobył pieniądze, może będę już wolna.
Już po chwili zatrzymujemy się, a chłopacy wysiadają z pojazdu. Will każe nam zostać, na co patrzymy po sobie z dziewczyną, ale wykonujemy ich prośbę, ale gdy nie wracają od godziny postanawiam wysiąść.
-Rose, wracaj tu- mówi pewnie Monica
-Nie wytrzymam dłużej w tym samochodzie, chcę chociaż rozprostować nogi- mówię i wysiadam z pojazdu. Dziewczyna idzie w moje ślady.
Gdy stoimy tak jeszcze chwile długonoga nachyla się do schowka i szuka czegoś, by wyjąć paczkę papierosów.
-Palisz?- pytam
-Tak, okazyjnie, najczęściej gdy jestem zdenerwowana- odpowiada mi i zapala papierosa- chcesz?- wyciąga ku mnie paczkę ale odmawiam.
Od zawsze nie lubiłam jak ktoś pali. Mój tata był nałogowym palaczem i zawsze cuchnęło od niego dymem.
Gdy mijają kolejne minuty a chłopaków nie ma moja towarzyszka zaczyna się martwić. Już wypaliła dwa papierosy i kończy trzeciego co szczerze mówiąc mnie przeraża.
-Dobra, pójdę ich poszukać- mówię.
-Co? Nie. Masz zostać ze mną- protestuje dziewczyna.
-Ale przecież martwisz się o nich- mówię.
-No tak, ale lepiej im nie przeszkadzać, gdy coś załatwiają- dziewczyna chwyta mnie za nadgarstek.
Stoimy jeszcze chwilę po czym zdenerwowana wyrzucam paczkę papierosów za siebie, bo dziewczyna sięga po czwartego.
-No ej!- narzeka.
-Nie uważasz, że spaliłaś o trzy za dużo?- pytam
-Nie, nie uważa…- zaczyna
Przerywają jej… strzały. Co do cholery?!
Patrzę przerażona na brunetkę, ona również oazą spokoju nie jest, a do jej oczu napływają łzy.
Bez słowa podchodzę do niej i ją przytulam. Wiem, że obstawia najgorsze, ja także, bo były tylko dwa strzały… tylko dwa…
_________________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Witajcie kochani. Rozdział miałam skończony wczoraj, a dzisiaj naniosłam poprawki. Jeżeli pojawiły się błędy to przepraszam, ale widocznie ich nie wychwyciłam.
Kiedy następny? Nie wiem planowo na środę lub czwartek ale kto wie, może wyrobie się na jutro, bo złapała mnie wena na to opowiadanie : )
Czekam na Wasze dopingujące komentarze.
Pozdrawiam Kate

20 komentarzy:

  1. Cudowne *.* proszę dodaj jeszcze dzisiaj następna część <3

    OdpowiedzUsuń
  2. dalej prooooszę :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Akcja się rozkręca! :) Super :* Proszę o next ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. G E N I A L N E! ♥ Dodaj szybko, bo wciągające *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. JEST TAK BARDZO ŚWIETNE! Czekam z niecierpliwością na nastepną część, naprawdę, piszesz cudnie! <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialne!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. znakomity! masz talent :) czekam na nn ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Już się nie mogę doczekać następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  9. OoooOoooOoooOoooOooo! Miłe zaskoczenie... Niech oni będą razem! proszę! proszę! A! I jeśli można: Chcę dedyka! <3
    Pozdrawiam i kocham :*
    <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne jak zawsze,ale skoro masz wenę,to może dodasz kolejny rozdział jutro.Nie proszę,żebyś dała dzisiaj...Czekam niecierpliwie <3

    OdpowiedzUsuń
  11. SUPEER <3 mam nadzieje ze juz jutro bedzie kolejna czesc :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Jej ;O Mam nadzieję, że nic im się nie stanie... Rozdział jak każdy niesamowity ^^ Czekam na następny ;3

    OdpowiedzUsuń
  13. o jejku... mam nadzieje, że im się nic nie stało.xd czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Pierwsze słowo jakie pomyślałam po przeczytaniu było WOW rozdział świetny :)
    życzę dużo weny :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Mówiłam juz ze kocham to opowiadanie? Jak nie to teraz mowie. Soreczka ze tak pozno komentuje ale nie mialam neta kilka dni xx swietne *.*

    OdpowiedzUsuń

~Pamiętaj, że każdy komentarz znaczy dla mnie bardzo dużo.
~Wszelki spam, reklama swoich blogów, będzie usuwana
~Uzasadniona krytyka mile widziana
~Nie zapomnij tutaj wrócić! : )
~Jeżeli podoba Ci się blog, zaobserwuj.