sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 6



-Wysiadaj!- zaczyna i otwiera drzwi od strony kierowcy wysiadając prze nie.
-Nie mogę tu zostać?- pytam
Chłopak schyla się tak by patrzeć na mnie.
-Nie- mówi gdy już zaczynam myśleć, że się zgodzi.
Zatrzaskuje drzwi z hukiem i obchodzi samochód wokół. Drzwi od mojej strony otwierają się
-Specjalne zaproszenie mam ci wysłać?- pyta.
Chcąc nie chcąc wysiadam z pojazdu i nie mogę pozbyć się tego wściekłego spojrzenia chłopaka wypalającego mi dziurę w głowie.
Chłopak po chwili kieruje się do budynku. Ja mam za nim iść, prawda?
Wzdycham ciężko i gonię Nathan’a.
Gdy otwiera drzwi od razu uderza, a wręcz zwala z nóg zapach alkoholu, papierosów i potu, co zmieszane nie pachnie za  dobrze.
Gdy orientuje się, że wszyscy zwrócili na nas uwagę nie wiem jak się zachować. Moja dezorientacja jak zwykle śmieszy chłopaka.
-Chodź!- mówi oschle i przedziera się przez tłum, który na jego widok schodzi mu z drogi.
Szybko podążam za chłopakiem by się nie zgubić, ale uniemożliwiają mi to mężczyźni.
Po chwili zupełnie tracę go z oczu i wpadam w lekkie przerażenie, ponieważ czuje na sobie spojrzenia wszystkich wokoło.
-Hej malutka- przede mną wyrasta jakiś wysoki i dobrze rozbudowany mężczyzna. Alkoholem czuć od niego na kilometr- zgubiłaś się kochanie?- pyta i kładzie swoje łapska na moich biodrach- nie przejmuj się, ja ci nic nie zrobię- szepcze mi do ucha przez co drżę.
-Zostaw mnie- mamroczę, na co mężczyzna tylko się śmieje.
-Kochanie, nie ma mowy, spodobałaś mi się, a ja zawsze dostaje to co chcę. Chodź bym miał zapłacić ci podwójnie- czy on mnie bierze za dziwkę? Zanim zdążam zareagować ciągnie mnie w stronę korytarza, zapewne są tam pokoje.
Pierwsze łzy zaczynają wypływać z moich oczu, a gdy ten obleśny typ przyciska mnie do ściany powoli szarpiąc się z moją bluzką wybucham płaczem.
Chwilę później dosłownie zrywa ją ze mnie.
Jego usta błądzą po mojej szyi, a ręce wędrująco zapięcia mojego stanika.
To koniec. Nawet jak bym krzyczała nikt sobie z tego nic nie zrobi. O odepchnięciu nie mam co myśleć, bo mężczyzna jest wyższy i silniejszy ode mnie.
Gdy zamykam oczy by po prostu nie patrzeć na to wszystko i uciec myślami, uścisk mężczyzny staje się coraz lżejszy. Boje się otworzyć oczy dlatego zaciskam je jeszcze mocniej.
Słyszę tylko odgłosy pisków, i uderzeń.
Potem tylko czuje czyjeś ramiona wokół mojej tali, na co się wzdrygam, ale gdy do moich nozdrzy dobiega zapach znajomych drogich perfum otwieram raptownie oczy.
-Cii…- zaczyna chłopak przytulając mnie do siebie.
Pod wpływem impulsu przyciskam Nathan’a do siebie, wiem, że zaraz mnie odepchnie i nakrzyczy, ale potrzebuje go.
Zaskakuje mnie cholernie gdy odwzajemnia mój uścisk.
Po chwili lekko odsuwa mnie od siebie. Ściąga swoją skórzaną kurtkę i narzuca mi ją na ramiona, ponieważ moja bluzka jest porwana. Zapina ją po brodę i chwyta moją dłoń.
Dopiero teraz dostrzegam, ze mój napastnik leży nieruchomo na podłodze cały zakrwawiony. Teraz zauważam drobne detale. Knykcie Nathan’a są całe we krwi i poranione, jego biały T-shirt ma plamki krwi gdzieniegdzie. Czy on go… zabił?
Przedzieramy się przez zgromadzony tłum i wychodzimy na świeże powietrze. Nathan ciągle trzyma moją dłoń i puszcza ją dopiero wtedy, gdy otwiera mi drzwi do samochodu, a ja do niego wsiadam. Obchodzi pojazd i zajmuje swoje miejsce po stronie kierowcy, w ciszy odpalając auto.
-Jak się czujesz?- pyta przerywając krępującą ciszę.
-Już lepiej. Dziękuje że mi pomogłeś- mamroczę cicho.
-Pestka- uśmiecha się lekko.
-Ccczy on..?- zaczynam
-Nie, znaczy nie uderzałem tak by go zabić- śmieje się. Nie no takie śmieszne, że aż  wcale.
Dalej jedziemy w ciszy. Z resztą jak zawsze.
Gdy podjeżdżamy pod „dom”  od razu otwieram drzwi i wychodzę z samochodu.
Chcę już tylko wziąć prysznic by zmyć dotyk faceta z mojego ciała i pójść spać, najlepiej już się nie obudzić.
Jak myślę tak też robie.
Bez słowa wbiegam do domu, nawet nie witam się z domownikami. Biegnę na górę i zabierając kluczyk z drzwi zamykam je od mojej strony.
Ściągam z siebie ubrania i kurtkę Nathan’a i wchodzę pod prysznic.
Mimo, że szoruje gąbką całej siły, aż na mojej skórze pojawiają się zaczerwienienia to mam ciągle uczucie, że jestem brudna. Daje upust emocją i po prostu płaczę.
Co by było, gdyby Nathan mnie nie znalazł? Przecież zostałabym zgwałcona. Dziewictwo odebrałby mi jakiś obleśny typ, którego nie znam.
Gdy moja skóra ma już dość mocnych tarć gąbki i gorącej wody, wychodzę z kabiny prysznicowej i owijam się ręcznikiem.
Następnie ubieram na siebie ubrania, w których śpię, włosy związuje w kok i wchodzę pod kołdrę.
Zegar wskazuje 00.23, a mój brzuch daje o sobie znać. Przecież jadłam dzisiaj tylko „obiad” przyniesiony mi przez Nathan’a
Mimo mojego głodu nie wstaję z łóżka. Nie chcę zdenerwować chłopaka. Nie chcę już niczego.
Moje życie nie ma sensu. No bo do normalnych ono nie należy.
Mając szesnaście lat moi rodzice umarli, musiałam o wiele szybciej dorosnąć. Mój brat wplątał mnie w niezłe bagno, za które płacę ja, nie on. Jestem porwana i nie mam pojęcia co Nathan teraz ze mną zrobi. Najprawdopodobniej mnie zabije. O a na domiar złego prawie zostałam zgwałcona…
Gdy słyszę, że ktoś szarpie za klamkę kulę się bardziej.
Rose, otwórz- słyszę głos Monic.
Niechętnie wstaje i przekręcam kluczyk tym samym otwierając drzwi.
-Pomyślałam, że po całym dniu musisz być głodna. Przyniosłam ci kanapki- pokazuje mi talerz, który trzyma na dłoni
-Dziękuje ci bardzo- posyłam jej ciepły uśmiech.
-Nie ma za co. Teraz już śpij. Miałaś trudny dzień- odwzajemnia uśmiech i kieruje się w stronę schodów.
Ja więc zamykam drzwi i zapalam światło, by nie jeść po ciemku.
***
Kolejna łza spływa po moim policzku, a ja nie mogę tego zatamować. Od dobrych paru minut szlocham skulona na łóżko. Nie mogę usnąć, ja po prostu zaczynam się bać.
Podskakuje gdy czuje czyjąś dłoń na ramieniu. W zasadzie piszczę, ale ktoś zatyka mi dłonią usta. Spoglądam na sprawcę i nawet w ciemności dostrzegam te zielononiebieskie tęczówki. Od razu mnie uspokajają, ale czy dobrze.
Dlaczego Nathan przyszedł do mojego pokoju o tej godzinie?
-Cicho- szepcze- nie płacz już- zabiera rękę i wyciera łzę z mojego policzka- jużci nic nie grozi- siada na łóżku. Ściska delikatnie moją dłoń w geście pocieszenia i zbiera się do wyjścia.
-Nathan?- pytam gdy staje przy drzwiach.
-Hm?- mruczy
-Mógłbyś ze mną zostać?- pytam cicho i nieśmiało- albo dobra. Zapomnij- szybko dopowiadam.
Czemu ja to powiedziałam? Teraz będzie miał kolejny powód do śmiechu.
Ale to co robi mnie zaskakuje, bez słowa ściąga swoje buty i koszulkę, którą już przebrał i kładzie się obok mnie. okrywa mnie kołdrą i obejmuje ramieniem, przez co lekko leże na jego torsie słuchając spokojnego bicia jego serca.
-Przy mnie nic ci nie grozi- szepcze w moje włosy, jego oddech na mojej szyi przyprawia mnie o dreszcze.
Jestem tak zmęczona, że po chwili już usypiam.
***
Gdy się budzę Nathan’a już nie ma. Nie ukrywam, że trochę się zawiodłam, ale to było do przewidzenia. Znów pokazałam jaka jestem słaba. Pokazałam mu, że sama ze sobą sobie nie radzę. Nie znoszę siebie za to, że można ze mnie czytać jak z otwartej księgi.
No cóż, muszę jakoś pokonać upokorzenie.
Wstaje więc z łóżka i schodzę na dół do kuchni. Mam gdzieś zakaz chłopaka, jestem głodna i nie będę siedzieć w tym pokoju, aż sobie o mnie przypomni.
-Witamy panią- przede mną nagle wyrasta Will z uśmiechem na twarzy.
-Ym, cześć- mówię cicho.
-Piękny dzionek mamy, prawda?- pyta z bananem na twarzy.
-No nie wiem- mamroczę.
-Oh, Will daj jej spokój. Dopiero wstała- słyszę kobiecy głos- zjesz cos?- pyta
-Z chęcią- odpowiadam i siadam na krześle.
-Proszę- brunetka stawia przede mną talerz z naleśnikami.
-Dziękuje- mówię i zabieram się do jedzenia.
-Will!- z salonu dobiega krzyk Nathan’a. od razu podskakuje- jedziemy do Londynu- mówi gdy znajduje się w kuchni- musimy załatwić jedną sprawę- kontynuuje.
-Jaką?- pyta szatyn.
-Jedziemy obić porządnie jednego kolesia. No dawaj- ponagla go.
Will zjada jeszcze dwie łyżki swoich płatków, zabiera kurtkę z krzesła i wychodzi.
Patrzę na brunetkę pytająca, a ta tylko wzrusza ramionami.
Will’s POV
Wysiadam z samochodu, a za mną Nathan.
-Jesteś tego pewny?- pytam go
-Tak. Nie puszczę mu tego płazem- warczy chłopak, ja tylko kręcę głową dezaprobatą.
Otóż sprawa wygląda tak. Nathan jak wczoraj załatwiał towar Rose zniknęła mu z oczu. Znalazł ją w ciemnym korytarzu z jakimś typem, który się do niej dobierał. Obił mu mordę, ale dzisiaj stwierdził, ze facet zasłużył na więcej. Zupełnie nie rozumiem tego chłopaka. Dlaczego wziął to sobie tak do siebie? Przecież nie lubi Rose, poniewiera ją a tu nagle taki krok…
No cóż. Młody jest moim szefem i przyjacielem i znam go tyle, by wiedzieć, że rzadko kiedy jego decyzje są przemyślane.
Gdy wchodzimy do tego starego budynku od razu widzę, że Nathan znalazł tego palanta, który dobierał się do dziewczyny. Ja także, po chwili orientuje się który to. Stoi pod  ścianą, z wielką śliwą pod nosem, rozbitą wargą.
Podchodzimy z młodym do mężczyzny.
-Witam- mówię
-Nie pamiętasz mnie, prawda?- pyta Nathan- dobierałeś się do dziewczyny, która tu ze mną przyszła. Dalej nic? Może to przypomni ci pamięć- Nathan uderza go w nos.
Już po chwili wybucha niezła bójka. Już nie tylko ja i Nathan okładamy tego kolesia. Inni także zaczęli się bić. Jedni pomagają nam, drudzy nas okładają.
-Nathan, starczy- odciągam przyjaciela, który jest już blisko zabicia mężczyzny.
-Zapamiętaj sobie- schyla się do rannego- ze mną sienie zaczyna. Zapamiętajcie to wszyscy!- krzyczy na cały lokal po czym wychodzi.
Idę za nim i wsiadam do auta, które szybko odjeżdża.
Rose’s POV
Chłopaków nie ma już od dwóch godzin i Monica strasznie się martwi. Nathan był taki tajemniczy. Pojechali kogoś pobić. Ciekawość mnie zżera kim jest ten nieszczęśnik.
Gdy słyszymy kroki do salony Monica od razu podbiega do swojego chłopaka. Mi staje serce na ich widok. Will ma rozbitą wargę i zakrwawioną bluzkę, a Nathan podbity nos i rozwalony łuk skroniowy. Jego knykcie są bardziej rozwalone niż wczoraj.
-Boże, co wam się stało- zaczyna Monica
-Nic- mówi oschle Nathan
-Nie martw się, to nic groźnego- odpowiada do dziewczyny Will- zrobiliśmy to w słusznej sprawie- nie wiem czemu ale chłopak patrzy na mnie z lekkim uśmiechem.
-Chodź, przemyje ci te rany- mówi dziewczyna i ciągnie chłopaka do łazienki.
Ja wstaje i podążam za Nathan’em.
Znajduje go w łazience na piętrze, próbuje sam sobie opatrzyć rany.
-Daj, pomogę ci- biorę do ręki ręcznik i zamaczam go w zimnej wodzie. Przykładam delikatnie do jego skroni i wycieram- dziękuje- odpowiadam cicho.
-Za co?- pyta
-Nie jestem głupia, wiem co zrobiliście i dziękuje ci za to- mówię cicho.
-Chyba należy mi się jakaś nagroda- uśmiecha się.
Wzdycham ciężko i muskam jego policzek.
Chłopak łapie mnie za podbródek i łączy nasze usta.
Moje serce przyśpiesza, a w brzuchu rodzi się stado motyli.
Nie panując nad swoim ciałem zarzucam ręce na jego szyje odwzajemniając pocałunek.
Ręce chłopaka lądują na moich biodrach i wyczuwam, że uśmiecha się przez pocałunek.
_________________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Przepraszam za spóźnienie, ale w środę złapałam niezłego doła i nie byłam w stanie pisać cokolwiek. A w sumie napisałam okolice piątku, a nie piątek, ale  to pomińmy.
Rozdział nie sprawdzany, bo chciałam już wam go dodać.
Czekam na opinie.
Następny w okolicach poniedziałku
Pozdrawiam Kate ♥
Zapraszam na Twittera

26 komentarzy:

  1. hevudwvuwfrvvf cudowny *O* czekam z niecierpliwością na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Awww *.* genialny, brak słów

    OdpowiedzUsuń
  3. Super! :) Nie spodziewałam się takiej końcówki ;) Ale dobrze, że chociaż mu na niej zależy ;) Czekam na kolejny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Idealnie !! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. To zabrakło mi słów,jest...świetne<3

    OdpowiedzUsuń
  6. Super... Czekam na następną część z niecierpliwością.. <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Jezu zakochałam się w tym rozdziale <3 Jest genialny i ten koniec <3 Bosz czekam na next ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Boże to chore. Gdy on ją pocałował to poczułam to co ona.. o.o
    Rozdział bardzo mi się podoba, jak zawsze! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. baghgaqshgw. CUUUUDO! Masz chyba teraz ferie, co nie Kate? Mam nadzieję,że bedziesz czesciej dodawała. Piszesz cuuuuudnie, widze ci jako pisarkę <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Kochana jest suuuper <3 czekalam i sie doczekalam

    OdpowiedzUsuń
  11. Zaajebisty czekam z niecierpliwoscia !

    OdpowiedzUsuń
  12. Genialny ! ;D

    OdpowiedzUsuń
  13. Jejku cuudowne *.*

    OdpowiedzUsuń
  14. Łał... porostu brak słów czekam na kolejna część w okolicach poniedziałku ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Awwww *_* genialne, świetne, cudne i mogłabym tak wymieniać i wymieniać :D Nie mogę uwierzyć, ze się pocałowali <3 czekam na kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Koocham to opowiadanie <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Jgnkmjhjmj *.* Boskie. Ta końcówka.. Aww *.* Czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Matko swieta! Nathan mily! Co za cud! Kocham twoje opowiadanie xx Moze juz polubil Rose ;) Czekam na next xx

    OdpowiedzUsuń
  19. Boskie:) mam nadzieję , że dodasz kolejna część jak najszybciej się da :D cieszę się, że tak to zakończyłaś :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Boskieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee , Dalej ;***

    OdpowiedzUsuń
  21. Cudowne opowiadanie !!! ;oo
    ;))

    OdpowiedzUsuń

~Pamiętaj, że każdy komentarz znaczy dla mnie bardzo dużo.
~Wszelki spam, reklama swoich blogów, będzie usuwana
~Uzasadniona krytyka mile widziana
~Nie zapomnij tutaj wrócić! : )
~Jeżeli podoba Ci się blog, zaobserwuj.