wtorek, 11 lutego 2014

Rozdział 5



Gdy się budzę, od razu wyczuwam, że brunetki już nie ma w pokoju. Leniwie zwlekam się z łóżka i siadam na nim. Po chwili podchodzę do okna.
Domek, w którym się znajdujemy jest w lesie, ale widać stąd w oddali jezioro.
Podskakuje, gdy drzwi mojego pokoju otwierają się z hukiem. Odwracam głowę i widzę wściekłego Nathan’a. pewnie dostanie mi się za wczoraj.
-Ubieraj się- rzuca ubrania na łóżko- za pięć minut chcę cię widzieć na dole!- warczy i wychodzi zamykając za sobą drzwi.
Podchodzę do łóżka, biorę przyniesione ubrania, kieruje się do łazienki i ubieram je. Od razu po tym schodzę na dół. Nathan już na mnie czeka, a gdy mnie dostrzega bez słowa wychodzi. Rozumiem, że mam iść za nim.
Gdy wychodzę z domu widzę chłopaka opierającego się o swoje czarne BMW.
-Co się tak guzdrzesz? Wsiadaj!- rozkazuje i sam zajmuje miejsce kierowcy.
Nieśmiało podchodzę do auta i siadam na tylnym siedzeniu.
-Gdzie jedziemy?- pytam
-Dowiesz się jak dojedziemy- odpowiada oschle.
Jest parę opcji.
Pierwsza, wywozi mnie z dala od… odtąd gdzie się obecnie znajdujemy by mnie zabić i zakopać
Druga. Zgwałci mnie! I co potem zgwałci i porzuci!
Trzecia. Zostawi mnie na jakimś pustkowiu na pastwę losu.
Czwarta. Wypuści mnie.
Taa.. na pewno mnie wypuści…- karcę sama siebie.
Piąta. Sprzeda mnie na czarnym rynku.
Szósta. Może jednak lepiej przestane je wymyślać, bo stają się coraz gorszę…
Podkulam nogi pod brodę i spoglądam za okno.
***
Po około godzinie jazdy samochód zatrzymuje się. wyglądam przez okno i widzę mój dom…
Może Max oddał mu pieniądze? Może Nathan postanowił się nade mną zlitować? Nie.. raczej to pierwsze.
Sykes wysiada z samochodu trzaskając drzwiami, i otwiera moje, które były na zatrzask, bym nie uciekła.
-Wysiadaj!- warczy
Robię to o co mnie prosi i potulnie wychodzę z auta.
Chłopak łapie mnie za łokieć i ciągnie w stronę mojego domu.
Jestem pewna, że nie straci czasu na kulturalne pukanie lub dzwonienie dzwonkiem. Potwierdza się o gdy otwiera drzwi jakby był u siebie. Przewracam oczami i idę dalej.
-Szybciej- pośpiesza mnie chłopak.
-Kto tam?- słyszę głos mojego brata wydobywający się z salonu.
Nathan od razu Mie tam ciągnie.
Moim oczom ukazuje się ogromny bałagan. Max leży na kanapie z butelką wódki. Jest blady jak ściana. Przerażam się nie na dobre.
-Rose?- mówi słabo mój starszy brat.
Do moich oczu napływają łzy. Nie widziałam go niecały tydzień, a on się tak stoczył.
Dopiero teraz dostrzegam jeszcze dwie puste butelki na stoliku i jeden pusty foliowy woreczek.
-Oj Max- wzdycha ciężko Nathan- masz pieniądze?- momentalnie zmienia ton.
-Rose- powtarza się mój brat
-Tak, twoja piękna siostrzyczka tu jest. Nie majacz i oddawaj pieniądze, to dam jej i tobie spokój- warczy Nathan.
-Ale ja nie mam skąd wziąć- podnosi się z kanapy ledwo ustając na nogach.
-Ale na prochy i alkohol to masz?!- krzyczę krztusząc się łzami.- mam dość! Dość ciebie- kieruje się do brata- a na ciebie to nie mogę nawet patrzeć- zwracam się do Sykes’a
Wyrywam łokieć jego uścisku i wybiegam z domu.
Mam dosyć! To wszystko mnie przeraża! Dlaczego ja nie mogę mieć normalnego życia? Chodzić na studia, mieć rodzinę, chłopaka, przyjaciółkę? Czemu muszę być sama i do tego jeszcze cierpieć za wszystkich?!
Bóg jest sprawiedliwy? Śmieje się z tych słów. Gdyby był sprawiedliwy traktował by wszystkich na równi, a nie jednym da piękne i godne życie, a na innych zsyła całe zło…
Już zwalniam myśląc, że Nathan za mną nie pobiegł. Przecież tyle mnie trzymał, a Max w tym czasie siedział sobie i ćpał..  Nie ma ze mnie żadnego pożytku.
Zwalniam tempo i odwracam się by zobaczyć, czy jednak nie mam ogona, ale uderzam w coś twardego.
Podnoszę głowę i napotykam zielononiebieskie oczy bruneta. Jego ramiona od razu ściskają moje ciało. Chłopak zaśmiewa się pod nosem.
-Oh, kwiatuszku. Zabolało?- kpi. Nic się nie odzywam- świadomość, że własny brat o tobie zapomniał, a raczej zlekceważył, że porwał cię jeden z najniebezpieczniejszych gangsterów w Londynie?- znów się śmieje.- czemu nic nie mówisz?
-Wiedziałeś. Wiedziałeś!- uderzam pięściami w jego klatkę piersiową- wiedziałeś, że go tam zastaniemy! Wiedziałeś, że nie zbiera pieniędzy! Co ja ci do cholery zrobiłam!?- krzyczę ciągle go uderzając.
Chłopak, by powstrzymać moje „ataki” na swoją osobę chwyta mnie za nadgarstki.
Robi coś czego bym się nie spodziewała. Zamiast na mnie nawrzeszczeć, kazać mi się zamknąć on przytula mnie.
Jego klatka unosi się spokojnie, raz w górę raz w dół. Słyszę powolne i mocne bicie jego serca, ponieważ jestem niższa od niego ponad głowę.
Jego ręka delikatnie gładzi moje plecy, przez co nieco się uspokajam. Oddech chłopaka na moich włosach i kawałku szyi wywołuje gęsią skórkę.
Pod wpływem impulsu wtulam się w niego bardziej, plamiąc mu jego błękitną koszulę łzami.
-Przecież mogło być gorzej- szepcze- zawsze mogliśmy znaleźć go martwego- śmieje się.
Cały urok prysnął jak bańka mydlana. Od razu odsuwam się od bruneta nawet nie patrząc na niego.
Co ja sobie myślałam? Że ma on jakieś uczucia? Boże przecież on nie ma serca, znaczy ma, bo sama przed chwilą wsłuchiwałam się w rytm jego bicia, ale nie ma w tym sercu nic po za przedsionkami i komorami. Ani grama jakiegoś współczucia, a co dopiero miłości. Jest ono czarne niczym czarna dziura, która pochłania wszystko bezpowrotnie.
Egoistyczny dupek!
***
Siedzę nieruchomo na przednim siedzeniu samochodu i odliczam tylko czas by wrócić, do tego cholernego domku w lesie, pójść do swojego ”pokoju” i iść spać.
Zanim wybraliśmy się w drogę powrotną chłopak ciągał mnie po całym Londynie. Robił jakieś zakupy, załatwiał sprawy, a ja nie miałam nic do gadania. Siedziałam zamknięta na cztery spusty w samochodzie.
Cud w ogóle, że przyniósł mi jedzenie.
-Co tak milczysz? Słyszałem, że z natury jesteś gadatliwa, i w sumie już się o tym przekonałem- zauważam, że uśmiecha się lekko.
-A po co mam się odzywać? Byś się ze mnie śmiał?- burczę pod nosem.
-Chociażby po to- śmieje się.
-Nie, dzięki- wzdycham
-Wiesz co Rosie?- akcentuje to cholerne „i”- gdy nic nie mówisz jesteś całkiem miła i urocza, ale jak tylko otworzysz te usta to…- nie kończy bo przerywa mu jego własny telefon- Sykes! …Tak, zaraz będę- mówi i od razu się rozłącza.
Już mam pytać o  co chodzi, ale chłopak nie zawracając sobie mną głowy gwałtownie zawraca samochód, przez co mam nie miłe spotkanie z oknem.
-Auć!- warczę- to mnie bolało. Następnym razem jak zamierzasz zrobić coś podobnego to mnie chociaż uprzedź
Chłopak w odpowiedzi tylko wywraca oczami i uśmiecha się pod nosem.
-Nie śmiej się ze mnie- udaje obrażoną- mogłam uderzyć głową o tę szybę. A co jeżeli bym dostała jakiegoś urazu lub wstrząśnienia?- pytam
-Miałbym spokój- mamrocze pod nosem.
-I rozbitą szybę- dopowiadam.
-Co to to nie! – mówi szybko- szkoda mi szyby- dopowiada.
-Ale ty miły jesteś- syczę
-Tak, wiem. Jestem boski- znów ten uśmieszek.
Postanawiam już nic nie mówić, bo po co?
Jedziemy jeszcze chwilę po czym zatrzymujemy się przy jakimś starym obskrobanym z farby budynku.
Miejsce wygląda okropnie, dzielnica jedna z najgorszych w Londynie.
Gdzie on mnie do cholery przywiózł?!
_________________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Witajcie, udało mi się napisać : ) Następnego spodziewać się możecie w okolicach piątku
 + Zmieniłam unsername na Twitterze, więc tutaj macie LINK do niego----> Nowy Twitter

24 komentarze:

  1. Fajnie piszesz, mało błędów.
    Życzę weny i oby tak dalej :)
    smiertelnamysl.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest swietny,jak zawsze.Czekam nicierpliwie do piątku...

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetne. Trzyma w napięciu i wciąga w czytanie . Czytam i czytam a tu nagle koniec :-( czekam niecierpliwie na pt. Chociaż mam nadzieje że zrobisz niespodziankę i dodasz wcześniej

    OdpowiedzUsuń
  4. Ehhh co ja mam powiedziec... Moze zacznijmy ze bylo milo jak Nath ja przytulil, ale potem wszystko spierdolil! Nie ogarniam go. Najpierw wredny potem opiekunczy a potem znow dianel wcielony..

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam to <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne <333 dalej chcee :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem tu pierwszy raz, ale już zauroczyłam się osobą Nathan'a *___* matko, rzeczywiście jest niebezpieczny. Taki... diabeł >D! Kocham takie postacie. I wcale nie przeszkadza mi to, że najpierw przytulił Rose, a potem spieprzył sprawę XDDD. Rozmowa związana z szybą też była dobra!
    Zapraszam do mnie :3 http://cien-nocy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny :3 Czekam do piątku <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Boskie *.* Kocham twojego bloga :D Mam nadzieje że ten Nathan okaże jakieś uczucia :p

    ~karolina

    OdpowiedzUsuń
  10. Boskie *.* Kocham twojego bloga :D Mam nadzieje że ten Nathan okaże jakieś uczucia :p

    ~karolina

    OdpowiedzUsuń
  11. Boskie *.* Kocham twojego bloga :D Mam nadzieje że ten Nathan okaże jakieś uczucia :p

    ~karolina

    OdpowiedzUsuń
  12. Super, bardzo mi się podoba. Czekam na następny <3//Melon

    OdpowiedzUsuń
  13. Kiedy naastepny ? I prosze o dluzszyyyy :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Nastepny mial byc wczoraj i jeszcze goo nie ma ;c

    OdpowiedzUsuń
  15. Te twoje opowiadania to istne cudo! <3 Czekam na ciąg dalszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. super :D boskie :D
    kocham je :D

    OdpowiedzUsuń
  17. uzależniłam się od tego opowiadania! piszesz niesamowicie*.* podziwiam<3

    OdpowiedzUsuń

~Pamiętaj, że każdy komentarz znaczy dla mnie bardzo dużo.
~Wszelki spam, reklama swoich blogów, będzie usuwana
~Uzasadniona krytyka mile widziana
~Nie zapomnij tutaj wrócić! : )
~Jeżeli podoba Ci się blog, zaobserwuj.