sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 4



-Nie płacz mała- dziewczyna szepcze mi we włosy- Nath, dotrzymuje słowa, więc jak tylko Max odda pieniądze jesteś wolna.
-Ale on ich nie odda. Nie ma skąd ich wziąć- mamroczę.
-Na pewno coś wykombinuje- słyszę męski głos- to mądry chłopak- Will. Siada obok nas i łapie swoją dziewczynę za rękę.
-No nie wiem czy taki mądry, skoro zadarł z Nathan’em- mamroczę.
-On nie jest taki zły- mówi mężczyzna
-Nie.. nie jest- mówię sarkastycznie. Towarzysząca dwójka się śmieje.
-Chodź- wstaje Monica- pewnie nie najadłaś się tym obiadem- podaje mi dłoń.
-Nie mogę wychodzić- mówię
-Nathan przed chwilą wyszedł- wtrąca Will- chodź, śmiało- uśmiecha się do mnie.
Niepewnie wstaje i razem z parą schodzę do kuchni.
-No to co na kolacje?- pyta Will
-Hm… Rose, potrafisz gotować?- pyta mnie Monica.
-W sumie to tak, ale- zaczynam
-To działaj- Will popycha mnie lekko na zachętę.
Otwieram nieśmiało lodówkę i zastanawiam się co mogę zrobić. Rozglądam się po szafkach.
Zapiekanka. Powinnam dać radę.
Szybko wyciągam potrzebne składniki, myję ręce. 
-Monica?- pytam nieśmiało- masz może gumkę do włosów?
-Jasne, czekaj- kobieta z uśmiechem wybiega z kuchni, by po chwili wręczyć mi gumkę.
-Dziękuje- mamroczę i związuje włosy w niedbałego koczka.
-Pomóc ci?- oferuje dziewczyna
-Jeśli chcesz pokrój mięso na kosteczki.
-Okay- salutuje dziewczyna. Śmieje się pod nosem na jej gest.
Mimo, że jej miłość jest gangsterem, mieszka z dwójką niebezpiecznych ludzi to jest wesoła. Will, także. Nie wiem jaki jest w „pracy” ale potrafi to oddzielić między dom, a poza domem. Nathan nie…
Po chwili także i chłopak zaczął pomagać. W prawdzie tarł tylko ser, ale pomaga.
Gotową zapiekankę wkładamy do piekarnika, i wstawiamy minutnik na pół godziny.
-Nie wiedziałam, że tak dobrze czujesz się w kuchni- brunetka odzywa się siadając na wysepce.
-Przesadzasz- zawstydzam się
-Ma racje, to wygląda i pachnie pysznie. Na sto procent tak też smakuje.- odzywa się szatyn. Uśmiecham się do niego i siadam na krześle.
-Ale jestem głodny, no chyba nie wytrzymam- narzeka Will, na co jego dziewczyna wybucha śmiechem
-Kochanie musisz uzbroić się w cierpliwość- odzywa się dziewczyna.
Gdy dzwoni minutnik Monica wyciąga zapiekankę i stawia na stół. Muszę przyznać, że pachnie bosko, ciekawa jestem czy tak też smakuje.
 Nauczyłam się gotować dopiero po śmierci rodziców, wcześniej omijałam kuchnie szerokim łukiem, ale chyba jednak odziedziczyłam talent po matce. Nie wspomniałam? Moja mama była właścicielką kilku restauracji i szefem kuchni w jednej z nich. Jej potrawy uwielbiało mnóstwo osób, i dalej tak jest.
Niestety po śmierci rodziców bank zajął restauracje i firmy ojca ,a ja   od roku staram się je odzyskać , lecz na próżno.
-Na co czekasz? Rozkładaj talerze- upomina swojego chłopaka, ten tylko mierzy ją wzrokiem, a po chwili rozkłada sztućce marudząc coś pod nosem.
Zaśmiewam się cicho, ale mój dobry humor ucieka, gdy tylko dostrzegam Nathan’a opierającego się nonszalancko o framugę.
-No proszę ,proszę- zaśmiewa się- czyżby Rosie nam ugotowała?- krzywię się na zdrobnienie jakim mnie obdarza- tego to ja się nie spodziewałem- staje na pełne nogi i kieruje się w naszą stronę. Podchodzi do mnie i łapie za biodra, próbuje go odepchnąć, ale chłopaka to jeszcze bardziej śmieszy.
-Nath, zostaw ją- warczy brunetka
-Przecież jej się to podoba, prawda kwiatuszku?- pyta z kpiną- a po za tym, lubię denerwować ludzi, takie hobby- przyciąga mnie bardziej, po czym puszcza i siada na krześle.
Stoję  w tym samym miejscu, po czym siadam jak najdalej od chłopaka. Monica wszystkim nakłada, po czym siada obok swojego chłopaka z uśmiechem na twarzy.
-Gdzie byłeś?- pyta z pełną buzią Will, uśmiecham się, bo jego zachowanie mnie śmieszy- mój słodki preclu, to jest pyszne- kieruje się do mnie, na  co odpowiadam jeszcze większym uśmiechem. Jestem tu trzeci dzień, ale zdążyłam zauważyć, że Will jest naprawdę wiecznie głodny.
-Załatwiałem sprawy- burczy Nathan
-Jakie?- dopytuje.
-Nie twój interes- burczy
-Chyba mój skoro jesteśmy wspólnikami.
-Dobrze, byłem u Dante, potem jeździłem po mieście, a potem pobiłem Max’a- gdy wypowiada to zdanie bezczelnie patrzy mi się w oczy i się śmieje.
-Co zrobiłeś?- krzyczy Monica
-Byłem u Dante- wzdycha
-Wiesz o co mi chodzi- kontynuuje dziewczyna
-Ach, pobiłem Max’a Powiedział, ze mam mu oddać siostrę, bo zadzwoni po policje. No to obiłem chłopaka, nie będzie mi policją groził- nie przerywa kontaktu wzrokowego.
-Dupek- mamroczę pod nosem
-Co powiedziałaś?- wrzeszczy
-Nazwałam cie dupkiem- wzruszam ramionami. Boje się cholernie, ale nie będzie bił mojego brata i jeszcze sie tym chwalił.
-Zamilcz lepiej- warczy
-A co? Mnie też pobijesz?- kpię.
-Właśnie się nad tym zastanawiam- mamrocze
-Jak tak bardzo wadzę, to mnie zabij, będzie prościej- mówię odważnie.
-Ciekawa propozycja, rozważę ją- znów ten kontakt wzrokowy
Teraz jednak nie unikam spojrzenia, nie wstydzę się. Z moich oczu tryskają błyskawice, i gdyby wzrok mógł zabijać to Nathan, tak samo jak i ja leżelibyśmy martwi, ale niestety tak się nie dzieje.
-Jakoś straciłam apetyt- odsuwam krzesło i wstaje. Kieruje się do wyjścia.
 Już jestem w salonie gdy czuje mocne szarpnięcie za nadgarstek. Zostaje pociągnięta i od razu zderzam się z twardym torsem bruneta. Jego klatka piersiowa unosi się powoli raz w górę, raz w dół. Z tej pozycji słyszę jego powolne bicie serca i czuje wyraziste, drogie perfumy.
-Dokąd tak pędzisz?- pyta
-Tam gdzie ciebie nie ma- warczę.
Po tym jak usłyszałam, że uderzył, a w zasadzie pobił Max’a  nabrałam odwagi i złości. Max zasłużył, ale nie będę zachowywała się jakby nic dla mnie nie znaczył, bo to mój brat, którego kocham. Tylko on mi został.
-Oj, grzeczniej kochanie- mamrocze mi do ucha, a przez moje ciało przechodzi nie przyjemny dreszcz.
-Zostaw mnie!- kładę rękę na jego torcie, ponieważ moja prawa dłoń ciągle tkwi w uścisku chłopaka, który staje się coraz mocniejszy. Staram się go odepchnąć, na próżno. Jest za silny.
-Daruj sobie słoneczko- śmieje się i przyciska mnie jeszcze mocniej.
Robi parę kroków do przodu, przez co ja jestem zmuszona iść tyłem. Nagle czuje przeszywający ból w dole pleców. Nathan przycisnął mnie do ściany.
-To mnie boli!- duszę, bo siła nacisku jest tak mocna, że ledwo oddycham
-I dobrze- śmieje się histerycznie.
-Au. Przestań- piszczę gdy znów zwiększa siłę nacisku
-Oh kochanie, boli cie?- kpi- ostrzegałem, że masz być posłuszna- jego piękne oczy zostały pochłonięte przez czerń.
W tej chwili mnie przeraża. Jego twarz przybrała dziwny grymas, oczy jak wspomniałam czarne jak dwa węgielki, ciało spięte, a pięści zaciśnięte, aż zrobiły się fioletowe. Klatka piersiowa już nie opadała spokojnie, tylko szybko i gwałtownie.
-Ppprosze przestań- stękam, ponieważ brak mi powietrza- nie moggę oddychać
-To dobrze!- krzyczy.
-Nath!- Will.
W jednej chwili chłopak zostaje odciągnięty, a ja od razu opadam na ziemię biorąc głęboki wdech.
Od razu podbiega do mnie dziewczyna. Ja jednak nie spuszczam wzroku z Nathan’a. Aktualnie lekko szarpie się z przyjacielem, dalej jest wściekły i wyrywa się do mnie. Ten widok mnie przeraża. Cholernie się teraz boję.
Monica mocno przytula mnie do siebie, pomaga wstać i wyprowadza z salonu, na górę do pokoju.
Siadam na łóżku i patrzę tempo w przestrzeń przede mną.
Nie wiem co robić? Aż  tak go zdenerwowałam? Ten człowiek jest jakiś chory, zachowywać się tak, bo wyszłam z kuchni? Przesada. Chyba najlepiej będzie jak się nie będę odzywać. Mam nadzieje, że chociaż to pomoże.
Ale jedno wiem, Nathan Sykes jest niebezpieczny… najlepiej będę się trzymać z daleka na ile to możliwe.
-Nic ci nie jest?- pyta brunetka
-Nie- odpowiadam najspokojniej jak tylko potrafię.
-Na pewno?
-Tak- wypuszczam całe powietrze z płuc- co ja zrobiłam?
-No wiesz, z tego co wiem Nathan wymyślił jakieś zasady, a ty jedną złamałaś. Nie dość, że wyszłaś z kuchni to jeszcze mu odpyskowałaś i masz tu ode mnie wielkiego plusa- uśmiecha się.
-Serio?- pytam
-Tak, mało kto się mu postawił- w pokoju zjawia się Will.
-Co z nim?- pyta brunetka
-Wysłałem go by ochłoną- mówi pewnie- nic ci nie jest Rose?- pyta siadając obok mnie na łóżku. Kręcę przecząco głową.- teraz to już przesadził.
-Masz racje, nie powinien się tak zachowywać- potakuje mu jego dziewczyna- ale to wszystko przez to, że Rose wygląda jak…
-Ciicho- przeciąga szatyn
-Ach… no tak- zawstydza się brązowowłosa.
-O co chodzi?- pytam zdezorientowana. Taka sytuacja powtarza się już.
-Nic, nie powinnam w ogóle zaczynać- prostuje Monica. Postanawiam nie wnikać.
Chwilę później Will wyszedł, a Monica jeszcze została na chwilę. Gdy zbiera się by wyjść zatrzymuje ją za nadgarstek.
-Mogłabyś ze mną zostać?- pytam nieśmiało
-Jasne, zostanę - uśmiecha się ciepło- to był dla ciebie ciężki dzień.
Jeszcze przez dobre dwie godziny siedzę z dziewczyną na łóżku, pod kołdrą i rozmawiamy. Opowiedziałam jej całą moją historię,  a od niej dowiedziałam się, że ma dwadzieścia jeden lat, urodziła się w Los Angeles i gdy miała piętnaście lat wraz z matką i dwójką starszych braci przyjechała do Londynu. Chodziła do szkoły i to właśnie tam natknęła się na Willa. Od razu coś do niego poczuła, z resztą ze wzajemnością. Od pięciu lat są parą.
Nawet nie wiem kiedy zasypiamy.
_________________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Następna część w okolicach poniedziałku.
Za opóźnienie przepraszam, ale miałam problemy z komputerem.
Zapraszam też do zaobserwowania mnie na Twitterze, będę tam powiadamiać was o nowych rozdziałach, ewentualnych opóźnieniach, lub szybszym wstawieniu notki : )
Pozdrawiam Oliwia

23 komentarze:

  1. Strasznie wciągające :) i mega dobre to opowiadanie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle świetnie , nie mogę się doczekać poniedziałku <33

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku za każdym razem jak czytam coś od Ciebie normalnie chce mi się piszczeć z zachwytu jest genialne ^^ Czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy tylko ja widzę w tym opowiadaniu drugie dno? A mianowicie miłość? Coś czuje, że to będzie miłość wszech czasów. :P
    Bardzo mi się podoba! <3
    Jeżeli lubisz opowiadania fantasy to wpadnij do mnie
    http://bogini-mocy.blogspot.com/
    Nie bądź zbyt surowa, to amatorszczyzna... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z chęcią wpadnę, ale jak będę miała ferie, bo zbytnio brak mi czasu ostatnio. A po za tym, ja też jestem amatorką więc nie zamierzam nikogo oceniać: )

      Usuń
  5. Super! :) Za każdym razem,kiedy kończę czytać rozdział to chcę kolejnego! <3 Po prostu świetny! Czekam z niecierpliwością do poniedziałku ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jest świetny Czekam niecierpliwie na następny...

    OdpowiedzUsuń
  7. Superrrrr! Cieszę sie że szybko dodajesz ;****

    OdpowiedzUsuń
  8. Jest to najlepsze czekam na więcej ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest naj najlepsze opowiadanie jakie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. super:D czekam na kolejne:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Wspaniałe. Ja chce więcej. Pożeram to opowiadanie jednym tchem i cały czas mam mało go. Po prostu świetne.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne kiedy dodasz następny rozdział? :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Super <3 Mam nadzieje ze nie zakonczysz tego opowiadania na 10-20 rozdziale. I kiedy kolejna część ? ;*

    OdpowiedzUsuń
  14. kiedy nastepna czesc ?

    OdpowiedzUsuń
  15. Nathan kurwa! Ty bez uczuciowy idioto! Ona niczym nie zawiniła wiec sie od niej odpierdol! A co do rozdzialu to zajebisty xx

    OdpowiedzUsuń
  16. wciąga jak cholera,to nie pierwsze opowiadanie Twoje które czytam i zadne mnie nie rozczarowalo..masz wielki talent*.*opowiadanie genialne! <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Wooow czy tylko ja w 2016 to czytam?

    OdpowiedzUsuń

~Pamiętaj, że każdy komentarz znaczy dla mnie bardzo dużo.
~Wszelki spam, reklama swoich blogów, będzie usuwana
~Uzasadniona krytyka mile widziana
~Nie zapomnij tutaj wrócić! : )
~Jeżeli podoba Ci się blog, zaobserwuj.