niedziela, 2 lutego 2014

Rozdział 2


-Wstawaj!- budzi mnie krzyk.
Kiedy usnęłam? Podnoszę się na łóżku i widzę Nathan’a.
-Masz- rzuca we mnie czymś. To chyba ubrania.
-Dziękuje- bełkocze.
Bez słowa wychodzi. Słyszę jak przekręca kluczyk, super jestem tu zamknięta.
A czego się spodziewałaś, że zostawi otwarte drzwi z mapą okolicy byś mogła uciec? Idiotka. Hm… moja podświadomość jak zawsze podnosi mnie na duchu.
Patrzę na ubrania które zostawił mi chłopak. Przecież to są damskie rzeczy. Od razu wiem, ze będą za duże, bo ja jestem niska, nie mam wypracowanej figury.
No nic, ubieram się i siadam na łóżku i znów chowam twarz w dłonie.
Co teraz ze mną do jasnej cholery będzie!
Około godziny później do pokoju wchodzi Nathan.
-Chodź!- nakazuje i wychodzi.
Szybko wstaje i idę za nim. Schodzę po schodach, przechodzę przez duży salon, hol i znajduje się w kuchnie.
-A stole stoją tosty- mówi chłopak.
-Nie jestem głodna- odpowiadam.
-Jedź!- mówi głośniej.
-Nnie..- mamrocze.
Chłopak podchodzi do mnie, na silę sadza mnie na krześle. Jego brutalność mnie boli.
-Ciesz się, że w ogóle dostajesz jedzenie i jedz!- krzyczy.
-Nathan, spokojnie. Nie widzisz, że ona się boi?- do kuchni wchodzi wysoka, zgrabna  brunetka, o niebieskich oczach i pięknej brzoskwiniowej cerze.
-Monica, nie wtrącaj się- warczy chłopak.- a po za tym, ma się czego bać- Nathan uśmiecha się chytrze.
-Wynocha! Już mi stąd- mówi, dość spokojnie.
-Co?- dziwi się chłopak.
-Wypad, idź do Willa!- wskazuje na drzwi.
-Nie- mówi.
-Nie denerwuj mnie- odpowiada już nerwowo.- wynocha!
-Dobra dobra, złość piękności szkodzi- uśmiecha się i już go nie ma.
Dziewczyna odsuwa krzesło i siada obok mnie z ciepłym uśmiechem na twarzy.
-Cześć, jestem Monica- wyciąga dłoń, ale ja nie reaguje- no tak. Chyba należą ci się wyjaśnienia. Nie masz powodów do obaw, bo póki żyję nie pozwolą, by Nath coś ci zrobił, bo ty nic a nic nie zawiniłaś i stałaś się ofiarą w tym wszystkim. Ani ja ani Will, nie popieramy tego co zrobił. Nie wiem dlaczego wybrał sobie ciebie na ofiarę. Przecież mógł to załatwić w inny sposób, ale stało się.
-Co teraz ze mną będzie?- odważam się  zapytać.
-Nie wiem, ale nie bój się, jak Max odda nam pieniądze to cię wypuścimy.
-Nie boicie się, że pójdzie na policje?
-Nie, nie pójdzie, bo on siedziałby tyle co my.- uśmiecha się- w sumie to chłopcy.
-Też.. no wiesz?- pytam
-Nie, nie diluje, po prostu zakochałam się w William’ie.
-Pokochałaś kryminalistę?- pytam, na co dziewczyna się śmieje.
-Tak, wiem ja też nie mogłam uwierzyć, ale tak się stało. Miłość jest ślepa.- uśmiecha się- jedz- podsuwa mi talerz- na pewno jesteś głodna, prawda?- kiwam głową- no właśnie.
Biorę do ręki jednego Tosta i gryzę go nie pewnie, na co dziewczyna się zaśmiewa.
Po chwili wszystkie tosty zniknęły z talerza, parę zjadłam ja, parę Monica. Przyjemnie nam się rozmawia i mimo, że znam ją półgodziny to wydaje się bardzo sympatyczną osobą.
-Skończyłaś jeść? Super. Do pokoju!- do kuchni wchodzi Nathan i krzyczy na mnie.
Niepewnie wstaje i wychodzę z kuchni, kierując się powrotem do pokoju, w którym spałam.
Otwieram drzwi i siadam na łóżku. Co ja kurde mam robić?
Ciężko wzdycham i kładę się na łóżko.
Drzwi od pokoju po chwili się otwierają, a ja nawet nie zwracam na to uwagi.
-Jak tam samopoczucie?- słyszę damski głos, to pewnie Monica.
-A jak myślisz?- pytam.
-Tak myślałam. Nie wiem jak ci pomóc- wzdycha.
-Wiesz, wypuście mnie, nie pójdę na policje, zapomnę o sprawie- podnoszę się.
-To nie takie proste. Nathan tu rządzi- znów wzdycha ciężko i zajmuje miejsce obok mnie.
-Oczywiście- wzdycham.
-Będzie dobrze.
-Serio? Serio? Zostałam porwana, mój brat mimo danej mi obietnicy nie wyplątał się z tego bagna, jest wam dłużny nie wiem jaką sumę pieniędzy, nawet nie wiem gdzie jestem, nie mam pojęcia co się ze mną stanie. Nie wiem nic.- mówię na jednym tchu- ile jest winien?- pytam
-To nie dużo…
-Ile?
-Dziesięć tysięcy- szepcze dziewczyna
-Co? Przecież nie mamy tyle. Zostanę tu już na zawsze. Nie, nie, nie- kręcę głową. Z moich oczu wypływa pojedyncza łza.
-Nie zostaniesz, na pewno zorganizuje pieniądze.
-Jakoś w to nie wierze- szepczę.- mogłabyś zostawić mnie samą?- pytam.
-Jasne, trzymaj się.
Wychodzi z pokoju, a ja wracam do poprzedniej pozycji.
Dlaczego? Dlaczego Bóg tak mnie nienawidzi? Dlaczego gdy już było dobrze wszystko się spieprzyło? Dlaczego Max nie rzucił prochów? Dlaczego? Dlaczego? Tyle tych cholernych pytań bez odpowiedzi. Dlaczego ja w ogóle żyje skoro i tak cierpię. Dlaczego ja cierpię za błędy Max’a. Dlaczego zostały odebrane mi najważniejsze osoby na świecie. Moich rodziców nie ma, to oni mnie wspierali. W każdej sytuacji. Nigdy nie miałam prawdziwych przyjaciół. Większość zadawało się ze mną by być „ popularnym”  moi rodzice mieli pieniądze, więc ja automatycznie stawałam się popularna. Chodziłam na najlepsze imprez, zadawałam się z „elitą” szkoły. Ale jakim kosztem? Teraz nie mam nikogo, kto by się o  mnie martwił.
Jestem sama, zawsze byłam sama i tak pozostanie do końca… Taka jest ta chora rzeczywistość.
________________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Pozdrawiam Oliwia

16 komentarzy:

  1. swietne. Dodaj dzisiaj dalej plz

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne !!!! <3 dalej, nie mogę się już doczekać *.*

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne <3 , szybko dalej

    OdpowiedzUsuń
  4. Dodaj jeszcze dzisiaj chociaż jeden jeszcze rozdział to jest świetne i wgl bosko piszesz , wszystkie twoje opowiadania są boskie :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Boskie , czekam na kolejne i obym długo nie czekała nie mogę się już doczekać następnego :) Cudownie piszesz opowiadania i oby tak dalej nigdy jeszcze nie byłam zawiedziona z twoich opowiadań , zawsze się świetnie czułam jak je czytałam , byłam jedynie smutna , jedynie dlatego że było mało do czytania , ale i tak boskie są . Życzę żebyś jeszcze długo miała tyle weny do pisania , świetnie ci to wychodzi i żeby ci taką radość sprawiało ich pisanie jak nam ich czytanie .

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku jej jak ty to robisz, że wszystko co wychodzi z pod twojej ręki jest tak cudowne?? ;) ja chcę 3 i w sumie to powtórzę to kolejne Twoje opowiadanie,które jest po prostu cudowne <3 Chce już 3 :) Jej co dalej... Tyle pytań a żadnej odpowiedzi. Monica ^^ jej jest kochana a Nathan coś mi się wydaje, że on wcale nie jest taki zły za jakiego się podaje. Pozdrawiam i życzę Weny na więcej takich opowiadań <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Super <3 Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czekam z niecierpliwościąna dalszą część <3 Kocham

    OdpowiedzUsuń
  9. Uwielbiam to opowiadanie :D nawet się w nim zakochałam <3 :D czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo podobają mi się te opowiadania. Tylko dobrze by były, gdyby Ross też była wulgarna i nie miła w stosunku co do Nathana, gdyby mu się stawiała było by ciekawiej :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetne :) Czekam na następny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. JKASFHEWG jKIE TO CHORE NO JEJU DLACZEGO ONA MA PONOŚĆ KONSENKWENCJE ZA BRATA DLACZEO SIE NIE STAWIA. dOBRZE ŻE JEST mONICA OLCIA♥

    OdpowiedzUsuń

~Pamiętaj, że każdy komentarz znaczy dla mnie bardzo dużo.
~Wszelki spam, reklama swoich blogów, będzie usuwana
~Uzasadniona krytyka mile widziana
~Nie zapomnij tutaj wrócić! : )
~Jeżeli podoba Ci się blog, zaobserwuj.