środa, 16 grudnia 2015

Plagiat?

Moje drogie i kochane.
Dotarła do mnie wiadomość o plagacie mojego bloga.
Szczerze mówiąc nie mogłam w to uwierzyć, dopóki nie przeczytałam paru rozdziałów.
Autorka tego opowiadania, a raczej nie autorka, zmieniła tylko imiona i dodała parę swoich postaci.
I tu prośba do was.
Mogłybyście zgłosić tego bloga, ponieważ nie czuje się dobrze z tą sytuacją.
Klik

sobota, 10 października 2015

Naprawde ważna, zajrzyj!

Cześć,
Przychodzę do was z Nową, poprawioną wersją DNS.
Tym razem nie będzie to już fanfiction, tylko normalne opowiadanie.
Dlatego zmieniłam nazwisko głównego bohatera.
Zakończenie również będzie się różnić, dlatego mam nadzieje, że zechcecie przeżywać ze mną tą przygodę od nowa :)
Serdecznie was zapraszam ---> Kliknij

 

niedziela, 1 lutego 2015

Blog Miesiąca: Styczeń 2015



Hej, jeżeli ktoś tu jeszcze zagląda to chcę Was poinformować, że ten blog został nominowany do bloga miesiąca.
Jestem bardzo szczęśliwa, ponieważ nie spodziewałam się tego w żadnym stopniu.
Dlatego chcę was poprosić, o to byście oddali głos na mojego bloga ( oczy wiś cie jeżeli uważacie, że ten blog jest dobry)

środa, 24 grudnia 2014

CHRISTMAS STORY

Hejka.
Zapytacie pewnie: "Co ja tu robię?"
Już odpowiadam.
Jak zapowiedziałam, napisałam parę świątecznych shotów z bohaterami z innych opowiadań, między innymi także z Rose i Nathanem.
więc jeżeli chcecie zobaczyć jak święta spędza nasza dwójka klikacie TUTAJ.
A przy okazji chcę wam życzyć zdrowych, wesołych i pogodnych świąt Bożego Narodzenie- Kate

czwartek, 28 sierpnia 2014

Taka notka od Kate ♥

Hejka..
Szczerze mówiąc miałam to zrobić dzień po dodania Epilogu, ale zmienna ja uznała, że to nie potrzebne, ale teraz siedzę, popijam gorącą czekoladę i myślę, że chyba jednak powinnam tu coś napisać.
Nie wiem czy ktoś to jeszcze przeczyta, zauważy, ale muszę to zrobić.
Na początku chcę Wam cholernie podziękować za te siedem miesięcy.
Zakładając bloga NIGDY bym nie pomyślała, że osiągnę to co osiągnęłam.
Pomysł na tego bloga pojawił się.. kiedyś tam przed snem i na początku bardzo długo zastanawiałam się czy jestem gotowa na bloga.
W porównaniu do :" Love is Brutal" Tę historię poprowadziłam do końca i mimo tak częstych decyzji o zakończeniu bloga ( nie mówiłam Wam o tym, bo po co niepotrzebnie denerwować ludzi?) nie miałam serca by to skończyć i wiecie co? W najmniejszym stopniu tego nie żałuje.
Chcę tutaj pokazać jakie ogromne liczby osiągnęliśmy, bo przecież bez Was nic bym nie osiągnęła.

Okay.
Dzień założenia bloga- 30. 01. 2014
Dzień zakończenia bloga- 13.08.2014
Ilość dni funkcjonowania bloga- 195
Ilość wszystkich komentarzy-  2902 
Ilość wszystkich wyświetleń ( godzina spisania- 22:55)- 157 784
Ilość wszystkich postów ( łącznie z tym)- 61 
Wszystkie godziny spędzone nad tym opowiadaniem - uwierzcie, dużo : )
Liczba wyświetleń w Styczniu- 65
Liczba wyświetleń w Lutym- 8 945
Liczba wyświetleń w Marcu-  14 901
Liczba wyświetleń w Kwietniu- 28 025
Liczba wyświetleń w Maju- 28 934
Liczba wyświetleń w Czerwcu- 29 900
Liczba wyświetleń w Lipcu- 25 714
Liczba wyświetleń w Sierpniu- 21 300
        
Chcę Wam za to wszystko podziękować, bo jak sami widzicie to są ogromne liczby.
Dalej nie rozumiem skąd one się wzięły i jak wytrzymaliście ze mną i moimi wypocinami tyle czasu, ale mimo wszystko bardzo dziękuje.
Kocham Was i żegnam się z Wami na tym blogu.
- Kate

środa, 13 sierpnia 2014

Epilog



Nathan’s POV
Posyłam uśmiech do Rose, która wpatruje swoje oczy w moją osobę już od dobrych pięciu minut.
- Co chcesz Maleńka, hm?- pytam schylając się do prawie trzyletniej dziewczynki.
Ma piękne kasztanowe włosy po matce i czekoladowe oczy po ojcu.
Gdy pojawiła się na świecie, pustka w naszych sercach, zmalała chodź trochę.
Słodka dziewczynka, która mimo tego wieku, potrafi rozbawić towarzystwo do łez.
- Gdzie twoja mamusia?- pytam, a dziewczynka wzrusza ramionami.
Z uśmiechem chwytam ją i sadzam na swoim biodrze. Podążam w stronę lady.
- Monic, gdzie Kelsy?- pytam- Mała chyba jest głodna- mówię
- Pojechała z Willem na zakupy, powinni zaraz być- odpowiada mi i notuje coś w swoim małym notesiku.
- Popilnujesz tego szkraba,  bo biega po całym pomieszczeni, jeszcze coś sobie zrobi- mówię i sadzam małą na ladzie
- Jasne- odpowiada- Chodź do cioci- mała wyciąga ręce do Monic, a następnie przytula się do ciężarnej
- A ty, jak się czujesz? Wszystko dobrze  z bliźniakami?- pytam
- Chyba będą dobrymi piłkarzami, ciągle kopią- śmieje sie cicho i jedną ręką chwyta swój, już dość duży brzuch.
Zostawiam dziewczyny same i wchodzę do kuchni.
- Styles! Rusz ten swój tyłek do cholery, bo jest mnóstwo zamówień!- krzyczę
- Spieprzaj Sykes! Zajmij się czymś pożytecznym i wyjazd z kuchni!- odpowiada mi, bardzo pochłonięty krojeniem koperku.
Śmieje się cicho pod nosem i opuszczam kuchnie, by mu czasem żyłka nie pękła.
-  Będę leciał, zamkniesz dzisiaj?- pytam Monic
- Jasne- posyła mi smutny uśmiech- Proszę cię, nie obwiniaj się, to nie twoja wina- mówi
- Cześć Monic!- rzucam i wychodzę z restauracji.
Z restauracji Rose..
To jedna z niewielu rzeczy, które mi po niej zostały.
Stać się jej właścicielem było trudno, formalnie Rose nie miała żadnej rodziny, rodzice nie żyli, starszy brat zginął w wypadku samochodowym.
Tak, Max nie żyje.
Dwa dni po śmierci Rose stwierdził, że to tylko jego wina- tak, to jego wina- i postanowił wyjechać.
Niestety, albo i stety ktoś podciął mu hamulce..
Niestety zamachowca Max’a i jednocześnie zabójca Rose, zdążył uciec zanim Tom go złapał.
Miał szczęście, bo gdybym ja go dorwał w swoje ręce, jego śmierć nie była by szybka, tak jak Rose.
Cierpiał by miesiącami, po to by błagać mnie o śmierć.
Po miesiącu myślenia postanowiłem zrobić coś, co nie do końca jest legalne.
Ciągle miałem fałszywe dokumentu Rose, świadczące o tym, że byliśmy małżeństwem.
Podrobiliśmy świadectwo ślubu i formalnie to ja, jako mąż Rose, dostaje dom Gray’ów oraz restauracje i wszystkie pieniądze na kontach.
Zależało mi tylko na restauracji, bo to była najważniejsza rzecz dla Rose. Dom sprzedałem, a pieniądze z kont oraz ze sprzedaży oddałem na odbudowe pobliskiego sierocińca.
Tak więc przejąłem restauracje i chciałem prowadzić ją do końca, tak jak chciałaby tego Rosie.
Przez pierwszy rok potrafiłem całymi dniami upijać się w domu i użalać nad sobą, ale gdy mała Rose- dostała to imię, by odczuć imię najpiękniejszej i najwspanialszej kobiety, która kiedykolwiek stąpała po ziemi- To ta, kilkumiesięczna dziewczynka przywróciła mnie do życia.
Wziąłem się za siebie.
W cztery miesiące objechałem świat, razem z Rose, bo wiem, że zawsze chciała podróżować.
Jej prochy, pochowaliśmy dopiero rok temu. Chciałem najpierw pokazać jej to wszystko co obiecałem.
No i w końcu zabrałem ją do moich pozostałych dwóch domów…
Ta dziewczyna… Dość chaotycznie wdarłem się do jej życia, wywróciłem je do góry nogami, ona zrobiła to samo z moim, zupełnie o tym nie wiedząc.
Zmieniła mnie z bezdusznego potwora, w osobę, która czuje, która tęskni..
Oddałbym wszystko, naprawdę wszystko by ta dziewczyna wróciła do mnie.
Dziewczyna, której miłość i szlachetność nie zna granic.
Bez wahania oddała życie za brata, brata, który jej groził i zamienił jej życie w piekło. Za człowieka, który tak naprawdę nie był jej bratem.
A właśnie dziś mijają trzy lata od tego cholernego dnia.
Trzy lata bez niej, mojej Rosie, mojej słodkiej, pięknej i irytującej Rose.36 miesięcy, bez Rose 1095 dni, bez Rose. 26280 godzin, Bez Rose
Osoby, która obdarzyła mnie miłością. Którą ja obdarzyłem miłością i do dziś pluje sobie w brodę, że zorientowałem się tak późno. Może gdybym uświadomił sobie to w Nowym Jorku.. Może wtedy była by tu dziś, z nami.
Trzymanie jej martwego ciała w ramionach nawiedza mnie prawie co noc.
Jej zimna skóra, zakrwawiona sukienka, ale mimo to piękna i spokojna twarz, jakby spała. Jakby po prostu spała, a nie zostawiła mnie tutaj, samego.
Otwieram drzwi z trzaskiem.
To taki dzień, w kutym pragnę znów się upić i nie czuć tego bólu, ale nie mogę tego zrobić. Dla Rose. Nie mogę tego zrobić, bo wiem, że ciągle jest ze mną. Ciągle czuje jej obecność.
W sypialni, w przedpokoju, w kuchni, salonie, parku, restauracji, samochodzie.. Czuje ją wszędzie, a minęło już tyle czasu.
W mojej szafie ciągle są jej rzeczy, w łazience stoją jej kosmetyki, ponieważ nie mam tyle siły by z tym coś zrobić.
Ale kiedyś końcu będę musiał się tym zająć, prawda?
Może zmienię temat, ponieważ mimo tego całego czasu, ciągle nie potrafię mówić o Niej, w normalny, nie bolący mnie sposób.
Opowiem trochę o naszych przyjaciołach.
Kto pierwszy? Może Sytles?
Ciągle sprzeczamy się o błahe rzeczy, ale przez ten czas bardzo mi pomógł i myślę, że śmiało mogę nazwać go moim przyjacielem.
Nie dawno poznał Stacy. Bardzo ładna i miła blondynka. Bardzo do niego pasuje, oboje rzucają dennymi dowcipami, kochają się śmiać. Wszyscy myślimy, że Loczek znalazł tą jedyną.
Will i Monic.
Są szczęśliwym małżeństwem a za trzy miesiące spodziewają się bliźniaków.
Układa im się, równie mocno przeżyli śmierć Rose, a obwiniają się o to, że nie było ich wtedy z nami. Ale to nie jest ich wina, to nie jest ich wina tylko moja, bo ja jej nie obroniłem..
Kelsy i Tom.
Nazwali swoją pierwszą córeczkę na cześć mojej ukochanej.
Teraz spodziewają się syna, już za parę miesięcy pojawi się na świecie Nickodem. W skrócie Nick
Cóż by tu jeszcze powiedzieć, mimo ogromnej pustki w naszych sercach układamy sobie życie, bo Rose nie chciała by dla nas tego, byśmy się załamali. Chciałaby byśmy żyli dalej, i tak robimy.
Na zawsze pozostanie w moim sercu. Ono należy do ciebie Rosie!
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.
Tak więc.. No właśnie.
Cholera jasna… to już koniec.
Dociera to do was? Bo do mnie nie, a epilog napisałam już w poniedziałek..
Jak widzicie Nathan przeżył, a wiele z was się tak o niego bała. Jest cały i zdrowy, żyje i opiekuje się tym na czym zależało Rose. Przyjaciółmi, restauracją i sobą.
Takie zakończenie nie wszystkim może się spodobać, możecie mieć do mnie pretensje, ale przecież nie wszystko kończy się happy Endem!
Już kiedyś pisałam ,że chcę w swoich opowiadaniach pokazywać prawdziwe życie a nie wyjęte z książek dla nastolatek piękne dziewczyny spotykające swoje ideały i żyjących długo i szczęśliwie.
Jeżeli czytasz takie opowiadania, to nie znajdziesz tego u mnie.
Przykro mi, ale takich historii jest za dużo i można nimi dosłownie wymiotować..
No ale nic.
Mam prośbę.
Tak jak przy zakończeniu pierwszej części proszę by każdy kto czytał skomentował.
Co wam się podobało, czy całe opowiadanie się podobało, czy może jednak nie.
Może jakieś ulubione momenty z opowiadania, albo znienawidzone sceny.
Chcę widzieć ile was tu jest naprawdę.
Tak więc dzisiaj żegnamy się z DNS.
Kocham Was.. i dziękuje za te siedem i pół miesiąca na tym blogu.
Szybko zleciało, prawda?
Do zobaczenia na innych blogach- Kate

wtorek, 12 sierpnia 2014

Rozdział 56



-Witaj Rose- mówi do mnie- Naprawdę jesteście głupi, myśląc o tym, że nie odkryłem tego przejścia. To całe przedstawienie było tylko po to by was zapędzić tutaj.  Ale widzę, że nie ma z wami Nathan’a.. hm.. ciekawe- wzdycha- co ta miłość robi z człowiekiem? Pewnie planował się poświęcić, by nasza piękna Rose mogła żyć normalnie, prawda? Jakie to szlachetne…- śmieje się gardłowo.
-Co z nim zrobiłeś?- pytam
-Spokojnie siostrzyczko, nic mu nie zrobiłem. On mnie nie interesuje, ale ty tak- mówi pewnie
-Dlaczego? Czemu ja?
-Wychowywaliśmy się razem, jesteś moją siostrą..- przerywam mu
-Nie jestem twoją siostrą! Nie masz prawa mnie tak nazywać!- wrzeszczę.
-Skoro ci tak na nim zależy..- zaczyna- Mark!- krzyczy a drzwi otwierają się wydając z siebie okropny pisk.
Wszystkie światła zapalają się a ja dostrzegam jakiś dwóch wysokich mężczyzn i trzeciego, popychanego i strasznie pobitego.
-Nathan- szepczę- Nie!- krzyczę
Max wskazuje ręką na dwóch mężczyzn, a oni momentalnie sztywnieją, jeden wygina mu ręce do tyło, przez co jęczy z bólu, a drugi uderza go w brzuch, przez co zaczynam płakać
-Puść go! Zostaw go!- płaczę utrzymywana przez Harry’ego.
-Pod jednym warunkiem..- mruczy
-Zrobię wszystko! Tylko go puść!- błagam
-Wszystko?- pyta
-Rosie, nie..- mówi cicho Nathan- Nie ró..
-Wszystko- przerywam mu, nie patrząc nawet w jego oczy.
-Świetnie. Będziesz zadowolona, lecimy na Karaiby- uśmiecha się- A ty z nami. Żadnych wykrętów, żadnych ucieczek, jasne?- pyta
-Tak, tylko go puść, proszę- płaczę, a on kiwa głową w stronę mężczyzn.
Puszczająco, a on upada na podłogę z głośnym sykiem.
Nim się obejrzę, zostaje wyrwana z uścisku Harry’ego i popchnięta w stronę Max’a
-Nie śledzicie nas, nie szukacie, zapominacie jasne?- warczy Max
-Pozwól mi się pożegnać- błagam- proszę…
-Pięć minut- burczy i razem ze swoją świtą wychodzi
-Rosalie Marie Gray!- krzyczy Nathan- Czy cie już totalnie na głowę siadło?- podnosi się powoli i szybko, ignorując ból, podchodzi do mnie i chwyta za ramiona- Nie rób tego- szepcze przyciskając mnie do swojej klatki piersiowej.
-Nathan..- szlocham w jego brudną, kiedyś białą koszulę- Muszę to zrobić- odpycham go lekko od siebie- Mam nadzieje, że mi wybaczycie- ocieram łzę i kieruję się do przyjaciół. Wszyscy patrzą a mnie beznamiętnym spojrzeniem.
-Rose.. nie rób tego – prosi Kelsy
-Muszę- szepczę i spuszczam głowę- Kocham was- mówię odważniej i idę do drzwi.
Niestety. Zostaje mocno złapana za nadgarstek, pociągnięta, prze co odbijam się o klatkę piersiową Nathan’a.
-Nie pozwolę ci odejść, rozumiesz?- szepcze mi na ucho- Znajdę cię, chodźmy i na marsie, ale znajdę- kontynuuje.
-Nie!- protestuje- To koniec, rozumiesz?- pytam
Brunet kręci głową szepcząc pod nosem, że to nie możliwe.
-To nie koniec Rose…- burczy, a po lego policzku spływa łza? Cholera, on płacze.
Ocieram ją szybko kciukiem i chwytam jego twarz w swoje drżące ze strachu i smutku dłonie.
Przyciągam go mocno do siebie i trzymam w ramionach póki jest mi to dane.
-Mogę cię pocałować?- pytam
-Nie, jeżeli to ma być pożegnalny pocałunek- mruczy i odsuwa się ode mnie.
-Nie będzie pożegnalny- zapewniam.
Chłopak nie czeka długo, jego usta atakują moje, a moje wargi oddają namiętność jak tylko potrafią.
Dobrze wiem, że to  nasze ostatnie chwile razem.
Ale przecież nie mogę mu tego powiedzieć.
Nie mogę zniszczyć ostatnich sekund, prawda?
Delikatnie odpycham go od siebie i wychodzę na dwór.
Jest ciemno i zimno, a ja mam na sobie tylko krótką, kremową sukienkę, oraz lekkie sandałki, a one nie bardzo pasująco parunastu centymetrów śniegu.
-To trwało trochę dłużej..- słyszę głos Max’a, ale go nie widzę
-P-p-prze-e-p-r-rasza-a-m-m- dukam trzęsąc się
-Chodź do samochodu, zanim jeszcze mi się rozchorujesz- warczy i szybko pojawia się przede mną i chwyta mój nadgarstek, mocno.
Ciągnie mnie, w zasadzie wiem, że jakikolwiek upór z mojej strony tylko pogorszy sprawę, więc po prostu idę za nim.
-Ob-bi-e-c-całeś, że ich wy-p-puśc-cisz- zęby mi stukają o siebie
-Tak zrobię, ale jak będziemy bezpieczni, na lotnisku- odpowiada i ciągnie mnie dalej- w sumie dziwi mnie to, że nasz drogi Sykes tak łatwo odpuścił. Myślałem, że będzie się bił, rzucał, gonił nas, bo przecież drzwi są otwarte, a on? Został tam. Widocznie nie darzy ciebie tym samym uczuciem co ty- mówi, a jego słowa mnie bolą.
Co jeśli on ma rację? Co jeżeli to nic nie znaczy i Nathan dalej nie potrafi kochać?
Nawet jeżeli to i tak robie to dla siebie, chcę mieć pewność, że moi najbliżsi, są bezpieczni.
-Co? Dałem ci do myślenia?- kpi
-Dlac-c-czeg-g-o mi t-to rob-bisz?- pytam
-Jesteś jedynym co mi zostało, moi biologiczni rodzice nie żyją, ci którzy mnie adoptowali również. Można powiedzieć, że przywiązałem się do ciebie..- mruczy, na co prycham- Nie, nie przywiązałem. Jesteś dla mnie siostrą i przepraszam za to wszyst…
-Zostaw ją!- słyszę krzyk i mrużąc mocno oczy dostrzegam w oddali zielononiebieskie oczy, pełne bólu i złości
-Och, jednak jesteś- kpi Max
-Twoi pachołkowie są marni w walce- wzdycha- łatwo było ich pokonać-śmieje się- A teraz puść Rose i pozwól jej odejść do Toma, my musimy załatwić to sami- mówi spokojnie, nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Trudno znaleźć w tym wieku dobrych, tanich ludzi- lamentuje Max, a ja przewracam oczami
-Wiem coś o tym.- przytakuje Nathan
-N-nie ch-c-cę przer-rywać wam tak-kiej miłej Roz-zmowy, ale ja tu ma-r-rznę!- krzyczę na tyle ile pozwala mi głos.
-Nie przejmuj się, załatwimy o szybko- mruczy Max i wyciąga zza swojego płaszcza colta i celuje nim w Nathan’a, brunet nie pozostaje mu dłużny i robi to samo.
Mierzą do siebie brońmy, co się stanie gdy jeden pociągnie za spust? I który będzie tym strzelającym?
Co ja do cholery muszę zrobić?
Nic nie wiem po za tym, Że jest mi zimno i boje się o Nathan’a.
-Opuście broń, obaj!- krzyczę, co udaje mi się o dziwo bez zająknięcia- Już!- krzyczę i szarpię lekko Max’a
Robią to o co proszę, co dziwi mnie najbardziej.
-Idź do niego- szepcze Max
-Co?- pytam
-Idź do niego, ja.. ja.. nie będę  cię do niczego zmuszać- przyznaje- Ja.. naprawdę uważam, że jesteś mimo wszystko moją siostrą- posyła mi nikły, ledwo widoczny w ciemności uśmiech.
-Dziękuje- szepcze do niego i lekko go przytulam.
Ostrożnie wycofuje się w stronę ukochanego, gdy dostrzegam małą czerwoną kropeczkę na płaszczu, w miejscu serca Max’a.
Ktoś ma go na celowniku.
-Max uważaj!- krzyczę i rzucam się na chłopaka jednocześnie przylegając do niego.
Czuje mocny, przeraźliwie okropny ból w prawej łopatce, a następnie moje nogi odmawiają posłuszeństwa.
Opadam, a silne ramiona Max’a podtrzymują mnie.
-Rose!- słyszę głośny krzyk Nathan’a, a potem Max’a
Zamykam oczy, by następnie ponownie je otworzyć.
Widzę na sukience czerwoną plamę.
Och.. to krew.. czy ja umrę?
-Rose, nie- momentalnie zostaje przyciągnięta do Nathan’a- Jesteś silna Ros, nie zamykaj oczu- krzyczy- Dzwoń po karetkę!- wrzeszczy na kogoś, nie widzę.
Mijają godziny, a może sekundy, gdy powrotem słyszę, jak bym tonęła. Dźwięk jest taki rozmyty.
-Proszę nie zostawiaj mnie..- słyszę płaczliwy głos Nathan’a- Rose, otwórz oczy- lekko mną potrząsa, ale ja już tylko słyszę- Rose ,Kocham cię, nie odchodź! Nie możesz mi tego zrobić! Jesteś moim wszystkim- czuje, że zostaje mocno przyciśnięta
-Tak… bardzo… cię kocham- wyduszam, ciężkim ochrypłym głosem.
Nic już nie widzę, nie czuje. Słyszę tylko przyciszone niezrozumiałe krzyki.
-Córeczko, otwórz oczy- słyszę cichy i spokojny głos. Tak robie.
Widzę.. widzę mamę. Ubraną w wieczorną suknie, w idealnej fryzurze i makijażu. Promienną i uśmiechniętą.
-Mamo, muszę wrócić.- mówię
-Córeczko, poradzą sobie bez ciebie. Są bardzo silni, ty ich tego nauczyłaś…- Chodź- podaje mi dłoń- Tata za tobą tęskni- szepczę.
Też za nim tęskniłam.
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.
No więc… Może ja się gdzieś schowam?
Tak.. zdecydowanie powinnam się ukryć..
No ale cóż, taki koniec był planowany już od bodajże 10 albo 11 rozdziału..
Zakończenie może być podobne do zakończenia takiej jednej książki, bo to właśnie ona podpowiedziała mi jak to rozegrać.
Jeżeli znasz tytuł tej książki nie pisz w komentarzu, bo niektórzy jej jeszcze mogli nie przeczytać, a chyba nie chcemy niepotrzebnych spoilerów, prawda?
No cóż… Nie wiem co wam tu jeszcze napisać.. Jakoś mi tak smutno, bo został jeszcze tylko epilog no i.. koniec…
Bardzo proszę o komentarze, naprawdę bardzo pomagają mi ..
-Kate

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 55



-Boje się- szepczę cicho podczas pierwszego tańca Młodej Pary
-Czego?- pyta opiekuńczo Nathan
-To już prawie dwa miesiące, Max się nie odzywa, a wątpię, że dał sobie spokój- wyjaśniam
-Rose ma racje, ja ostatnio też coraz częściej o tym myślę- mówi Harry.
-Nic ci z nami nie grozi- zapewnia mnie Tom, na co uśmiecham się serdecznie.
Kiwam głową na znak, że rozumiem i wpatruje się w parę tańczącą na parkiecie.
Przyjęcie odbywa się w domu Nathan’a. w salonie.
Przedwczoraj wynosiliśmy  meble, znaczy chłopcy to robili, a ja oraz Mon i Kelsy miałyśmy z tego niezły ubaw.
Wyglądają razem tak pięknie, mimo tylu zapewnień Nathan’a ciągle mam nadzieję, że zmieni zdanie i ja również będę miała taki ślub.
~*~
Żegnamy się z parą, która za dwie godziny ma samolot na Hawaje.
Nie ma to jak uciec od śniegu i mroźnej zimy na gorącą wyspę.
Nathan w żartach obiecał mi, że polecimy tam na wakacje, a ja nie zamierzam mu tego odpuścić.
-No i pojechali- mówi Kelsy
- Pojechali – powtarzam
Cała nasza piątka zaczyna ustawiać krzesła i stoły tak jak powinny być, już po chwili sofa powraca na środek salonu.
Jest już dość późno, trochę po północy.
W swoim małym gronie bawiliśmy się prawie cały dzień, ponad dwanaście godzin.
Jeden z moich ulubionych dni.
-Zatańczysz?- Nathan schyla się przede mną
-Z chęcią- uśmiecham się i podaje mu dłoń, którą radośnie chwyta.
W nasze ślady idzie również i małżeństwo, a biedny Harry pije szampana patrząc na nas z rozbawieniem.
Muszę mu kogoś znaleźć..
Gdy Nathan schyla się by złączyć nasze usta wszystkie szyby pękają, a szkło rozpryskuje się.
Zostaje powalona i przygnieciona asekuracyjnym ciałem Nathan’a, bo jak najmniej szkła dotarło do mnie.
-Co to kurwa było?!- wrzeszczy Harry
-Max..- szepczę cicho i przy pomocy chłopaka wstaje
-Nathan, co robimy?- pyta Tom
-Musimy stąd uciekać, do garażu!- rzuca, ale po chwili słychać wybuch, a siła uderzenia, znów wszystkich nas wywraca na podłogę.
-Zabije go!- warczy Nathan, znów mnie podnosząc.
Szkło wbiło mi się w rękę, ale nie zamierzam przejmować się bólem w takiej sytuacji jak ta.
-Szybko do piwnicy, mam tam przejście pod ogrodem!- wrzeszczy Nathan i otwiera drzwi od piwnicy przepuszczając mnie.
Słychać kolejne wybuchy, oraz strzały z broni, ale ja zbiegam, niemal wywracając się, po schodach i zapalam światło.
-Wszyscy są?- pyta Nathan rozglądając się po pomieszczeniu- Świetnie, idźcie przez ten tunel cały czas, dwa kilometry dalej będzie wyjście do starego budynku, jest tam samochód i pieniądze. Jedźcie w bezpieczne miejsce..- dokańcza
-Mówisz tak, jakbyś nie zamierzał..- zaczyna Harry
-Nie idę- mówi twardo
-Co?- pytam szeptem, ale wszyscy mnie słyszą
-Tom, chroń Kelsy, jest w ciąży, nie może się nawet wywrócić, rozumiesz?- pyta przyjaciela, a on kiwa potwierdzająco głową- Harry..- zaczyna
-Jasne, tak jak obiecałem- posyła mu uśmiech i chwyta mnie za ramiona
-Nathan..- zaczynam płaczliwym głosem.
-Rose, słuchaj się Harry’ego, on wie co ma robić- mówi cicho, lecz poważnie
-Nie, nie! Idziesz z nami!- krzyczę
-Rosie, muszę to zakończyć, dołączę do was później, obiecuje- podchodzi do mnie i mocno mnie przytula- Kocham cie- szepcze mi do ucha- Zawsze będę cię kochać- odsuwa się
-Nie! Nie mów tego jakbyśmy się już nigdy nie mieli spotkać!- łzy ciekną po moich policzkach- Idę z tobą!- próbuje wyrwać się z uścisku Harry’ego
-Nie, liczy się twoje bezpieczeństwo, wasze bezpieczeństwo- mówi- Idźcie- karze i wchodzi po schodach
-Nie! Nie! Puść mnie!- krzyczę wyrywając się
-Przepraszam, wykonuje tylko swoją obietnice- mówi Harry i popycha mnie w stronę tunelu, a następnie zamyka za nami drzwi
-Nie!- stukam dłonią w żelazną bramę- Wypuść mnie!- krzyczę
-Rose…- słyszę cichy głos Kelsy- On wróci. Chodź, teraz liczy się twoje bezpieczeństwo- wręcza mi latarkę.
Niepewnie chwytam urządzenie i zapalam je.
Jest tu pełno pajęczyn i kurzu, a miejsca mało, ale idę dzielnie przed siebie.
Przede mną, parę metrów idzie Tom wraz z żoną, a za mną stąpa Harry.
-Długo to planowaliście?- pytam Harry’ego
-Już dawno, odkąd Max ujawnił swoje zamiary- odpowiada mi
-Jak mogliście mi to zrobić, co jeśli on..- głos mi się łamie
-On przeżyje, zrobił to dla ciebie. Chce byś była szczęśliwa i bezpieczna. Znam go tyle lat, jestem pewny, że sobie poradzi i jeszcze będzie się z tego wszystkiego śmiał- pociesza mnie.
Nic już nie mówię, idę ciągle przed siebie.
Nie panuje nad własnym ciałem.
Dłonie i kolana mi się trzęsą, skutecznie mnie spowalniając, łzy ciekną mi dosłownie strumieniami, przed oczami staje mi mgła, utrudniając widzenie.
Dosłownie się sypię, ponieważ nie mogę przestać myślę co zielonookim chłopaku, gdzieś tam na górze. Nie mogę przestać pisać czarnych scenariuszy, nie mogę sobie wybaczyć, że nie wyjechałam z Londynu wtedy, gdy miałam okazję.

Powoli kieruje się do chłopaka, by w końcu stanąć przy stoliku.
-Przepraszam, ale zamykamy- mamroczę. Chłopak podnosi się.
-Nareszcie- mówi.
-Słucham?
-Dobrze, ze słuchasz. Myślałem, że ten staruch nigdy nie wyjdzie.- wzdycha.
-Przepraszam?- dziwie się.
-Ach, no tak, kochanie ty nie wiesz. Braciszek nie powiedział?- kpi.
-O czym?
-O tym, że ze mną się nie zaczyna, jest mi winny kasę i ciągle nie oddaje, więc postanowiłem przyśpieszyć wypłatę. Kwiatuszku idziesz ze mną- uśmiecha się chytrze.
-Co?
-Chodź.- warczy.
-Nigdzie z tobą nie idę.- mówię twardo.
-Uwierz, lepiej będzie jak pójdziesz z własnej woli, bo ja nie zamierzam cię nosić.- mówi ochryple.
-Nigdzie nie idę.- powtarzam się.
-No cóż, jak mus to mus.
Nie zdążam zareagować, bo chłopak przerzuca mnie sobie przez ramie i zaśmiewa się pod nosem gdy uderzam go pięściami w plecy krzycząc by mnie puścił.

Mimo łez uśmiecham się lekko na to wspomnienie. Gdyby nie to Jerga chamstwo i tamta noc w restauracji, może wiodłabym ciche i spokojne życie, ale za to nigdy nie spotkała miłości..

Naprawdę jest miło patrzeć na uśmiech tego chłopaka. Znam go niecałe  dwa tygodnie, a zdążyłam poznać tylko gorsze strony.
-Nie szczerz się tak- mówi.
-Dlaczego? Śmieszysz mnie- odpowiadam.
-Ja tylko śpiewam o seksie- mówi jakby tu był najzwyklejszy temat na świecie. W sumie może jest, ale nie dla mnie.
-Tyyylko- przeciągam.
-No tylko. A piosenka jest naprawdę dobra, mimo, że stara- uśmiecha się.
-Powiedzmy- mówię ciszej.
-Nie mów, że krępujesz się o tym mówić. A z przyjaciółką nie wymieniacie się doświadczeniami? Słyszałem, że dziewczyny mówią o sobie wszystko.
-Tak, znaczy nie, bo ja nie…- urywam
-Ty jesteś dziewicą?- spogląda na mnie tymi wielkimi oczami.
-Patrz na drogę- upominam go i odwracam się do okna.

Tak mnie wtedy zawstydził, wkurzył i rozbawił.
Pół godziny później natykamy się na schody i wychodzimy w czarnym, starym budynku.
-Długo zajął wam ten spacer..- słyszę głośne westchnienie.
Max? O nie!
________________
Jeśli przeczytałaś/eś, zostaw komentarz. Dla Ciebie to tylko chwila, a dla mnie motywacja do dalszej pracy.
No hej. Mamy przedostatni rozdział.
Kurczę, smutam trochę z tego wszystkiego, bo jeszcze rozdział 56 oraz epilog…
Nie mam wiecej słów, układ ten sam. Wszystko ( czyt. Szybkość dodatnia następnego rozdziału) zależy tylko i wyłącznie od was.
I takie pytanie.
Jak myślicie, jak to się wszystko skończy?
-Kate